środa, 18 marca 2015

FOTOinformator 3 2015

O problemach z wypełnianiem przez uczestników zasad regulaminu konkursu WPP było głośno tuż po ogłoszeniu wyników tego szacownego przedsięwzięcia. Nieco mniej rozgłosu miało odebranie przez jury nagrody jednemu z laureatów - Giovanni Troilo. Okazało się, że fotografując troszkę poprawił rzeczywistość. Wydaje się, że zgłaszając zdjęcia do konkursu pomylił cele – zamiast uczestniczyć w konkursie fotografii artystycznej wysłał zdjęcia na konkurs fotografii prasowej. Ironizuję? Chyba nie – wszak gdyby nie oburzenie burmistrza miasteczka a potem, gdy sprawa ujrzała światło dzienne – także innych fotoreporterów, pewnie nic by się nie stało. A gdzie etyka zawodowa, ja się pytam? Gdzie...?

Niedawno oglądałem w jakiejś porannej audycji rozmowę na temat selfie. Coraz bardziej modne słówko, którego kariera rozwija się w niesłychanym tempie za sprawą powszechnych już smartfonów. Każdy robi sobie selfie. Z dzióbkiem i bez, z potrzeby i bez potrzeby. Z czasem niektóre selfie urosną do rangi dokumentu z epoki, ogromna większość fruwać będzie na wieki w kosmosie. Bez sensu jest dyskusja czym jest selfie – najprościej powiedzieć: autoportret wykonany aparatem trzymanym w ręku (choć pojawiają się już kije pomocniki). Jeżeli tak, to czy aparatem (smartfonem) ustawionym na statywie robi się selfie czy zwyczajny autoportret? W kontekście rozmowy o której piszę w pierwszym zdaniu mowa była o selfie – można było odnieść wrażenie, że to wyższa szkoła fotograficznego wtajemniczenia niż taki zwyczajny autoportret. W końcu autoportrety powstawały już od starożytności i są takie zwyczajne. Komu by się chciało zaprosić do studia fotografa, który robi autoportrety? Nie to co selfie.

I tak to jest – nowe (choćby nawet już w jakiejś formie było wcześniej) budzi zachwyt. Stare pomija się milczeniem. Warto jednak pamiętać, że to nowe też kiedyś będzie stare.

Zbigniew Włodarski
---------
do poczytania -  ISSUU,   do ściągnięcia  - GoogleDrive

poniedziałek, 2 marca 2015

World Press Photo 2015

Jon, 21, and Alex, 25, a gay couple, during an intimate moment.Life for lesbian, gay, bisexual or transgender (LGBT) people isbecoming increasingly difficult in Russia. Sexual minorities facelegal and social discrimination, harassment, and even violenthate-crime attacks from conservative religious and nationalisticgroups.
Straszny jest los gejów w krajach Europy wschodniej. A już w dawnym Związku Sowieckim to szczególnie straszny. Ten ucisk, tę dyskryminację obcą wyzwolonym narodom Europy zachodniej postanowił, nie bacząc na trudności, udokumentować znany duński fotograf. Pojechał więc na rubieże cywilizacyjne i tam, w Petersburgu, spotkał parę gejów - 21-letniego Iwana i 25-letniego Aleksieja (dla ułatwienia zrozumienia sytuacji dalej zwanych Jon i Alex) i zrobił zdjęcie. Widocznie był we właściwym miejscu o właściwym czasie, bo owo zdjęcie uzyskało w najbardziej, dotąd, prestiżowym konkursie fotografii prasowej najwyższe uznanie szacownego jury.

Z decyzjami jurorów konkursów fotograficznym trudno dyskutować. To ich, suwerenne decyzje, choć w większości obciążone własnymi koncepcjami artystycznymi, własnym widzeniem świata. OK. to zrozumiałe, chociaż gdy werdykt jury tak bardzo odbiega od naszych własnych sądów zaczyna to być niepokojące - kto ma rację? Czy my naprawdę stajemy się takimi upośledzonymi widzami, że aby pojąć ogrom niesprawiedliwości wobec gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transseksualnych musimy – patrząc na to dokumentalne zdjęcie – posiłkować się jego podpisem. Kto, patrząc na ekspresyjny portret dwóch facetów jest w stanie wykoncypować taką właśnie sytuację? Gdyby nie podpis, zdjęcie być może miałoby szanse na nagrody w konkursach fotografii artystycznej FIAP?

Szacowny World Press Photo maj już ponad pięćdziesiąt lat. Przez te lata konkurs dla profesjonalnych fotografów prasowych zapracował na swój prestiż. Bycie nagrodzonym, ba, wyróżnionym lub chociaż zakwalifikowanym do wystawy to był największy honor dla zawodowca publikującego zdjęcia w prasie. No właśnie, tu chyba dochodzimy do sedna sprawy. W chwili gdy na świecie są miliony fotografów, gdy miliardy zdjęć zasypują portale społecznościowe, blogi, kolorową prasę brukową, prawdziwi zawodowcy spychani są na margines. Gdy hitem (nagrodzonym) staje się zdjęcie oprawcy znęcającego się nad cyrkową małpką mamy prawo stracić szacunek dla jurorów.
Ponad 97000 zdjęć nadesłanych na konkurs świadczy o jego globalnym zasięgu, ponad pięć i pół tysiąca fotografów zgłosiło swój udział. Prestiżowy konkurs stał się egalitarną okazją do zdobycia sławy.

Tegoroczne World Press Photo zapisze się w historii konkursów fotograficznych jeszcze jednym osiągnięciem. Oto okazało się, że 20 procent zdjęć zostało już na wstępie odrzuconych. Przy tej liczbie zgłoszeń stanowi to około 19000 zdjęć. „Jury było bardzo rozczarowane” - powiedział dyrektor konkursu WPP Lars Boering. I chociaż zasady nadsyłania zdjęć na konkurs są chyba dość jasno sprecyzowane to wydaje się, że kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem to nie tylko nasza specjalność. „Wygląda na to, że niektórzy fotografowie nie mogą oprzeć się pokusie, aby ulepszyć swoje zdjęcia w postprodukcji - usuwając szczegóły albo nadmiernie zmieniając tonację. Oba rodzaje retuszu naruszają integralność obrazu.” - to znowu Lars Boering.

Z drugiej strony gdzie jest ta cienka, czerwona linia dozwolonego retuszu zdjęć. Z tym zawsze były kłopoty, nawet w nieznanej młodym erze fotografii srebrowej. Ale, co dopuszczalne w fotografii artystycznej, kreacyjnej nie powinno mieć miejsca w reportażu, w szeroko rozumianej fotografii prasowej. Tym bardziej, że od zawodowych fotoreporterów powinno się oczekiwać poszanowania zasady etyki dziennikarskiej. I wystarczyłoby się do tych zasad stosować.

Zbigniew Włodarski

FOTOinformator 2 2015

archiwum FOTOinformator