niedziela, 9 grudnia 2012

wczorajszy wieczor, kolacja

no więc tak, potrzebny jest worek muli. Te akurat były norweskie:), kostka masła, szklanka białego wina, pęczek pietruszki, cebulka, trzy ząbki czosnku

a potem trzeba:
umyć mule

ugotować

podać


zjeść

skorupy wyrzucić



  
i oddać FARTUCHA:)

piątek, 9 listopada 2012

trochę teorii; po co tyle pikseli?


Jakiś czas temu w sieci pojawiła się informacja, że podczas zjazdu Stowarzyszenia Marketingu Fotografii, Akira Watanabe, przedstawiciel firmy Olympus, stwierdził, że do większości amatorskich zastosowań fotograficznych wystarczą kamery o rozdzielczości dwunastu milionów pikseli, w związku z czym, Olympus zaprzestanie wyścigu na megapiksele.
Wydawałoby się, że takie oświadczenie powinno wywołać burzę  - protestujących i popierających tezę Watanabe znalazłoby się prawdopodobnie tyle samo. Jednak na forach internetowych głos zabrali przede wszystkim malkontenci. Jedni z wielką powagą twierdzą, że Olympus postanowił ograniczyć rozdzielczość matryc do 12 milionów pikseli ponieważ nie potrafi poradzić sobie z wysokimi szumami „swoich” matryc. Inni chwalą się  raczej jakież to fantastyczne zdjęcia udaje się im zrobić aparatami wyposażonymi w matryce pełnoklatkowe, w związku z czym tylko takie nadają się do „prawdziwej” fotografii. Reszta to amatorszczyzna. Jest też oczywiście grupa tych, którym teza Olympusa jest bliska. Rzeczywiście, rozdzielczość na poziomie 6, 8 czy nawet 12 milionów pikseli jest dla wielu zastosowań fotograficznych w zupełności wystarczająca. Fotoamator, nawet ten zaawansowany, rzadko swoje zdjęcia drukuje w formacie większym niż pocztówka, a nawet jeśli zdecyduje się na druk w formacie 30x40 cm, to przy matrycy o rozdzielczości 10  milionów pikseli uzyska zadowalające wyniki. Ktoś powie; w takim razie  wystarczy mi do fotografowania komórka z aparatem o takiej właśnie rozdzielczości. Owszem, do fotografowania wystarczy – zdjęcia potem można przesłać na Facebooka i wszyscy są zadowoleni – ale już z drukowaniem takich obrazów będzie problem.
Bo rozdzielczość matrycy to nie jedyne kryterium jej jakości i przydatności. Niezwykle ważny jest jej rozmiar fizyczny. Zupełnie czym innym jest matryca wielkości 1 2/3 cala o rozdzielczości 12 milionów pikseli a czym innym matryca Cztery Trzecie (czy APS-C) o tej samej rozdzielczości. Mimo nominalnie tej samej rozdzielczości jakość zarejestrowanych obrazów będzie się różnić.
Tymczasem warto pokusić się o prosty test, taki jak porównanie wydrukowanych zdjęć wykonanych aparatami o różnej rozdzielczości. Amerykański ekspert techniczny  gazety „The New York Times”, David Pogue, zaprezentował grupie ludzi odbitki w dużym formacie wykonane  aparatami o różnej rozdzielczości. Jak się okazało – 95% oglądających nie potrafiło wskazać dzielących ich różnic.
Z drugiej strony – gdy producenci, na żądanie rynku zwiększać będą rozdzielczość matrycy przy zachowaniu jej fizycznej wielkości doprowadzi to jedynie do zmniejszenia rozmiaru pojedynczego piksela. A mniejszy piksel, to mniejsza liczba elektronów, słabszy sygnał, w efekcie ostatecznym większe szumy. Z tego powodu z pewnością Akira Watanabe zapowiedział, że Olympus zamierza się skupić na udoskonaleniu „innych parametrów takich jak zakres tonalny, reprodukcja kolorów oraz czułość ISO w słabych warunkach oświetleniowych", a „miejsce dla większych rozdzielczości jest w aparatach profesjonalnych”.
No i mamy już także na tym polu nowe osiągnięcie – kilka dni temu Hasselblad zaprezentował aparat z serii H wyposażony w matrycę  o  rozdzielczości 50 milionów pikseli (w wersji modelowej pokazywany na ubiegłorocznej Photokinie). H4D-200MS potrafi jednak, wykorzystując technologię multi-shot wykonać zdjęcie w rozdzielczości 200 milionów pikseli. Technologia ta polega na tworzeniu od 4 do 6 identycznych obrazów. Każdy z nich jest przesunięty o piksel bądź więcej względem poprzedniego (co sprawia, że technologia multi-shot może być używana jedynie w fotografii produktu, architektury lub reprodukcjach). Rozdzielczość niebywała a potrzebna jedynie nielicznym.
Czy więc wyścig na piksele ma sens, czy jak twierdzi Watanabe, wystarczy do szczęścia 12 milionów? Wydaje się, że większość fotoamatorów powinna zatrzymać się w biegu po aparaty z coraz większą liczbą pikseli i szukać raczej takich, które będą miały matrycę większą niż pinezka a przede wszystkim  będą wyposażone w coraz lepsza optykę. Dopiero połączenie tych wszystkich elementów może dać oszałamiające wyniki.

Tymczasem znów pojawił się na rynku aparat uzbrojony w matrycę o rozdzielczości 24,2 miliona pikseli. To Nikon D5200, następca D5100 z matrycą 16 milionową. Oczywiście jest kilka ulepszeń, ale w tej chwili chodzi o wielkość matrycy. Ten "proceder" uprawiany jest także przez innych producentów. I wciąż pozostaje aktualne pytanie - po co ten wyścig? Na to kluczowe pytanie jednoznacznej odpowiedzi nie będzie dotąd, dopóki producenci aparatów nie dojdą do wniosku, że innowacji trzeba szukać gdzie indziej.
I wtedy rozpocznie się kolejny wyścig.